piątek, 13 stycznia 2017

wtorek, 6 grudnia 2016

wtorek, 29 listopada 2016

Koniec sezonu

   Sezon ślubny 2016 został zakończony (na szczęście!) w niedzielę rano. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że był on najbardziej wypadkowy w mojej (pożal się Boże) karierze. Mało tego - w pewnym momencie miałam wrażenie, że pakuję więcej artykułów medycznych na-wszelki-wypadek, niż samego sprzętu. 
   Zaczęło się standardowo, od tabletek przeciwbólowych. Potem nagle zrobiło się lato i różnica temperatur (na zewnątrz 40, wewnątrz mocna klima) sprawiła, że praktycznie każde wesele kończyło się antybiotykami i tabletkami na ból gardła. 
   Oprócz tego, zaczęłam zabierać ze sobą bandaże i rozmaite maści. Było jedno takie wesele, na które wtargnęła brygada strażacka (znajomi młodych) w kompletnym rynsztunku. Porwała gości do bardzo energicznego tańca. Jeden z tych ciężkich buciorów wylądował na mojej kostce. Świeczki w oczach, opuchlizna, a do rana daleko. 
  Na innym z kolei weselu zaliczyłam upadek ze schodów. Co prawda tylko z czterech, ale z racji tego, że ratowałam aparat, skończyło się to boleśnie. Jednym przestawionym kręgiem, o czym dowiedziałam się właściwie przez przypadek, po miesiącu męczenia się. 
   Po tych kilkunastu weselach mogę stwierdzić tylko jedno: tu naprawdę nie ma miejsca na rutynę i trzeba mieć oczy szeroko otwarte. 
   Przyznam, że pamiętam tylko nielicznych ludzi. Takich, którzy byli albo bardzo mili albo bardzo wyraziści. Do tej pory zastanawiam się, do której kategorii zalicz..., eee, przypisać gitarzystę z orkiestry, który na pożegnanie obślinił mi całą rękę. Nie, nie całując. Liżąc.
  

wtorek, 15 listopada 2016